poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Po kolei/ Step by step

Zaczęło się od tego zdjęcia. Zrobiłam je znacznie wcześniej, zaraz jak wróciłam z Włoch. Ten talerz ciągle chodził mi po głowie…
W czerwcu szukałam tematu na większy projekt. Talerz nadawał się idealnie! Z cytryną koniecznie. I to taką po holendersku. Naoglądałam się dość dużo malarstwa prawdziwego, w tym martwe natury z cytrynami i nie mogłam nie  spróbować namalować lub wyszyć lub narysować własnej. A że format był narzucony (naiwnie myślałam, że zdążę z projektem na 5 lipca… na konkurs) to kompozycja musiała się zamknąć w pionie. Pół dnia układałam, drugie pół fotografowałam. Martwą naturę.
Potem: odrysowywanie detali, makieta, kalki

Format miał być wielki, maszyna do szycia mała, tzn typowego rozmiaru. Postanowiłam szyć we fragmentach. Pierwsze dwa, to pocztówki. 
Potem chlebek, który wygląda jak ciastko. Oficjalnie, w piekarni, jest to podpłomyk (?) Po nim cała zielona podkładka, nóż i słoik.

Mucha to częsty motyw u mnie. Lubię (tak, nawet noże mam z muchami!) Potem myślałam, że to już z górki… A! Nie wspomniałam, że już termin konkursowy dawno minął. Będzie na kolejny rok :)
Zabrałam się za talerz. Sądziłam, że prosty wzór, szybko będzie. A jak było? Nieznośnie długo, bez końca jakby, że nigdy nie skończę, że będę go składała z tkanin, wstążek, tiulu, koronek do końca mego życia! Wzór podstawowy z talerza odszyłam przez kalkę z odrysowanym malunkiem. Tkaniny kontrastowe, jasna i ciemna. Potem wycinałam ciemną tkaninę z miejsc gdzie talerz był biały. Tyci nożyczkami. Na trawce. W pocie czoła, na własne życzenie. Detale robiłam już tylko patrząc się w talerz. 
Białe partie talerza uzupełniałam jasnym wzorami, światła i cienie, więc kolorów miliony. Za to, to co namalowane czarną farbą na talerzu potraktowałam dość płasko. W ciemnościach mniej widać, wiadomo. 



Resztę kolorów, które miały sprawić by talerz był przestrzenny, nałożyłam nićmi. O ile można tak napisać? Farbę się kładzie, może nici też można? Efekt jakby ten sam.
Na koniec zostawiłam sobie cytryny. W porównaniu z talerzem, mogę napisać, że naszyły się prawie same, w ciągu chwili. W ciągu kilku chwil. Niech będzie. 

Na samym końcu poszły w ruch kolorowe nici. Dobry sposób na podkreślenie wszystkiego tego co chciałam widzieć na pierwszy rzut oka. Dużo nici, dużo kolorów, dużo złamanych igieł, dużo kawy, trochę wina.
Ku przestrodze: szycie z kawałków to słaby pomysł. Kolejny quilt będę szyła na jednej kanapce. Sama jestem ciekawa, czy wtedy całość będzie zupełnie płaska? Inne utrapienie to piętrzące się wypełnienie. Pod ciastkiem są trzy warstwy. Ciastko na podkładce, podkładka z ciastkiem na stole. To jedyne miejsce tak spiętrzone. Ciastko miało być wypukłe. Ale nie aż tak. Quilt składa się: standardowo z kanapki + tiule, tasiemki, koronki, sznurki, wstążki, odrobina organzy i angeliny. I nici rzecz jasna i tkanin bawełnianych z małym dodatkiem innych (kawałek ubrania, wzornika z tkaninami obiciowymi, itp).


O tym samym projekcie / Related posts:
 

środa, 24 sierpnia 2016

Skończyłam! Mój pierwszy WIELKI QUILT / It's done! My first BIG QUILT


W końcu! Dwa i pól miesiąca szycia w tzw. międzyczasie. Najwięcej czasu zajęło mi uszycie talerza, mego ulubionego, przywiezionego z Orvieto (uwielbionego Włoskiego miasteczka) zakupionego w sklepie rodziny Fusari, która — jak dobrze pamiętam — od trzech pokoleń wypala własną ceramikę i ręcznie ją maluje. Po lewej stronie dwie kartki pocztowe: pierwsza z dziewczynką, to dzieło Ruud van Empel'a — wystawa jego fotografii miała miejsce w Galerii Leica w Pradze w 2009 roku chyba. A ja, w tym roku, załapałam się tylko na kartkę niestety. A szkoda. Bo wystawa musiała być boska! Druga kartka, własnoręcznie wypisana przez mojego siostrzeńca, specjalnie dla mnie ;) i wysłana z Frankfurtu. Krótkie weekendowe wakacje, jakoś wiosną? Pierwsza jego kartka wysłana do mnie (dzisiaj już mam 4!) Postanowiłam ją uwiecznić ;) A na dole m.in. słoik z syropem lawendowym z Dworzysk, ciekawe miejsce TU post o weekendowym wiosennym odkryciu. Prawie wszystko z tej martwej natury ma związek z tegorocznymi wyjazdami, wakacjami, pięknościami. Takie o to, wspomnienia z podróży.

Finally! It takes me two and half months, usually after work. Most of this time I spent on sewing the plate (design and made by Fusari), I brought this plate from Orvieto/ Italy. On the left side of it there are to postcards: with a girl (the reproduction with photo by Ruud van Empel, 2009) I brought it from Prague, Leica Gallery and second one sent by my nephew to me from his holiday in Frankfurt. It is a first card which he has sent to me ever, I decided to perpetuate it forever ;) Bellow is a small jar of lavender syrup from Dworzysk. So almost everything on this still life is connected with my vacation. It is like holiday memories.
Format/ Size: 75x150 cm 





Zdjęcie martwej natury. A len na którym to wszystko leży jest ręcznie tkany! Przez babcię mojej dalszej znajomej, był chowany głęboko w szafie, na potem albo na coś specjalnego albo na posag? Zresztą chyba był częścią posagu mamy… i przeżył len babcię i mamę, córka nie szyje, ale w drodze kolejne pokolenie, co prawda będzie chłopak. Ale panowie też piękne rzeczy szyją. Może oddam za jakieś 30 lat…? Len oddam. Chyba, że przerobię…


Na dodatek zdążyłam na konkurs HELLO SUNSHINE!
TUTAJ link do strony konkursu :)
Kategoria QUILTING


___________________________________________________________________________________



O tym samym projekcie / Related posts:
 



You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...