poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Śniadanie bez trawy/ The Luncheon without Grass



Gdy jestem w podróży, wynajduję różnego rodzaju galerię. Często są to zbiory malarstwa. Uwielbiam się snuć — po zwykle — pustych galeriach! Ten obraz wisi w Zagrzebiu. Diego Velázquez / Infantka Maria Teresa. Niewielki bo 30x27 cm. I piękny, jak większość jego obrazów. Chodził mi po głowie już trzeci rok. Rumieńce i fryzura. Nie mogłam się odczepić, tak po prostu.

When I travel, I like to visit different types of art galleries, especially painting collections. I just adore wandering around in usually empty galleries! This painting is to be found in Zagreb. Diego Velázquez / Infanta Maria Teresa. It’s a small painting, just 30x27 cm. It’s so beautiful though, like most of his paintings. I’ve been thinking about it every now and then for 3 years. The adorable blush and the adorable hair. I simply couldn’t let it go.


Zaczęłam od rysunków. Rumieńce to wiadomo…, ale fryzurę chciałam zbudować NIE z włosów. To był marzec. Nie do końca wiedziałam, czy żuki, czy liście, czy żukoliście. 


I started with drawings. The blush was easy… but I wanted the hair to be NON-hairy. It was March. I didn’t quite know if it should be beetles or leaves or beetle leaves. 

Czas leciał. Do tematu wróciłam w czerwcu. Dalej nie wiedziałam co dziewczyna będzie miała na głowie. Zajęłam się twarzą.

The time was passing by. I didn‘t get back to the idea until June. I still didn’t have a clue about the hair. I started up with the face.

To było zaraz po moich wakacjach, z których przywiozłam dużo pięknych tkanin! Poza tym, mój zapas na inną pracę, do której farbowałam tkaniny, został napoczęty.

It was right after my holiday when I’d got lots of beautiful fabrics! I also used some of fabrics I had saved and dyed for another work.



Standardowo zaczynam od układanki pod kalką. Z grubsza: kolor, światło, cień.
I start as usual with putting the pieces together under transparent paper. It’s a draft of the colors, light and shadows.


Pierwsze przeszycia, takie które mocują kawałki tkanin/ First stitching are made to hitch the pieces. 

Potem kolejne kawałki tkanin/ Another pieces of fabrics. 


Tutaj mój TEAM: Sasza. Wino. Kawa/ 
My TEAM: Sasza. Wine. Coffee 

Potem w ruch idą dodatkowo tiul i kolorowe nici… i tkaniny

The next step is putting on tulle and colorful threads and other fabrics.



Cały czas podglądam Velazquez’a… na iPadzie. To bardzo wygodne, mogę powiększyć obraz,
do fragmentu, który mnie interesuje

I keep on watching Velazquez’a… in my iPad. It’s so comfy,
I can zoom the piece of the painting I’m particularly interested in.


To właśnie TE piękne tkaniny…/ THE beautiful fabrics…


Czasami odwieszam pracę, oglądam z dystansu, wpatruję się. Jeśli nie jestem do końca pewna, czy to już, to po raz kolejny rysuję twarz…

Sometimes I take down the quilt, watch it from distance, gaze at it. If I’m not quite sure if it’s finished, I draw the face yet another time…

– i zaznaczam miejsca gdzie nie jest dobrze. Jaśniej, ciemniej, itd. Taka korekta edytorska :D

– and I mark the spots that need to be corrected: made lighter, darker etc. Sort of an editorial correction :D

I tak… dochodzimy do miejsca, gdzie wciąż nie wiem co będzie na głowie! Ale dramatu nie ma, bo wiem, w jakich kolorach. 

And so… we reach the point when I still have no idea for the hair!
However, it’s not that bad as I know what colors it will have.

I nagle, pomyślałam o prosciutto! Szyłam je wcześniej na pizzę, i była to nie zła zabawa. Dlaczego nie spróbować raz jeszcze? Plan na fryzurę był mniej więcej taki, że będzie przestrzennie. Uszyłam jakieś 0,4 kg szynki (grubo krojona ;) ) i przypięłam ją szpilkami. Przespałam się z widokiem infantki z mięsem na głowie.
Nawet tytuł już mi się klarował… klamka zapadła.


Suddenly, I came to think of prosciutto! I’ve sewed for a pizza before and it was kind of fun. Why not try i tone more time? The plan for the hair was more or less that it will be 3D. I sewed around 0,4 kg ham (thick sliced ;)) and pinned it up with pins. Then I slept over with the picture of the infanta with meat on her head on my mind.
I even had kind of an idea about the title… there’s no turning back. 




A tu? Tu chciałam sprawdzić czy jeśli będzie na bogato, to będzie lepiej czy gorzej. Gorzej.


Have a look over here. Here I wanted to check if the rich version would be better or worse. Definitely worse.


I ostatni element to wdzianko. Potraktowałam je bardziej szkicowo. Na twarzy i głowie dzieje się już tak dużo,
że nie ma sensu by sweterek rywalizował z rumieńcami.

The last part: the clothes. I only gave it a draft. There is so much going on on the face and the head that the sweater has no chance competing with the blush.


I tak oto powstało Śniadanie bez trawy (O tytule będzie przy kolejnej pracy, wciąż nie jest pewny)
78x78 cm — nieludzkie rozmiary


The Luncheon without Grass is finished! (Let me give you some background on the title when I’m briefing my next work for you as it’s not 100% certain yet). 78x78 cm, non-human size

12 komentarzy:

  1. Ulllllaaaaa!!!
    Jesteś absolutnie niesamowicie utalentowana! Przepiękna praca i już. Co tu więcej gadać.

    OdpowiedzUsuń
  2. włosy .Włosy są przekapitalne ;))
    Całość wiadomo;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I think this is one of the most significant information for me.
    And i’m glad reading your article.
    But should remark on some general things, the web site style is perfect,
    the articles is really great : D. Good job…
    หนังออนไลน์

    OdpowiedzUsuń
  4. No i wreszcie widać jak powstaje to cudo. Jesteś genialna. Użycie pędzla przez Velazquez’a to przy Twoim szyciu pikuś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, myślę, że jeszcze daleka droga… ale dziękuję :D i nie wiem komu?

      Usuń
  5. Ach i och!!! Trafilam tu po sladach u Kingi, ktora jest dla mnie mistrzem!
    Swietna jest ta twoja dama w prosciutto :)))
    Smakowalam kazdy krok, no bo ja tak na pewno nie bede umiala, ale to przyjemnosc patrzec, jak powstaje :)
    Dopiero w tym roku zobaczylam na targach takie malowidla z tiulem i sie zachwycilam, i... na pewno nie jest to moja technika, ja malarzem nie bylam, nie jestem, i nie bede, co innego moja ciocia Jadzia, ta to malowala igla!!!!!!
    Juz cie nie zgubie, wpisalam do obserwowanych, zeby te szyneczke podziwiac i smakowac :)))Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) bardzo dziękuję. A prace cioci Jadzi można zobaczyć? Zostały zapamiętane? Na papierze albo cyfrowo?/ Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Mam na moim blogu dwie notki poswiecone cioci Jadzi :)

    https://basia-kolorowyblog.blogspot.com/2010/02/patchworki-cioci-jadzi.html
    https://basia-kolorowyblog.blogspot.com/2017/08/na-fali-wspomnien.html

    Wlasciwie jej patchworki sa obrazami, poza tym byly szyte w czasach, gdy materialow nie mozna bylo kupic, nici byly w malym wyborze, maszyna do szycia miala szew prosty i zygzak, ale powstawaly w tych warunkach dziela sztuki, niedoceniane wtedy przez nas :)
    Zawsze oddawalo sie cioci nieuzywane juz czesci garderoby, a potem mozna bylo ich szukac na tych obrazach!

    To juz historia:) U mnie wisza trzy patchworki cioci Jadzi i dwie akwarele, moge je podziwiac jako sztuke, ktorej ja nie sprostam, bo malarka nie jestem.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! U mnie w rodzinie, nikt nie miał sposobości, by tworzyć. Ale babcia miała predyspozycję :) Za to miałyśmy Panią Drągowską. Ona szyła, robiła na szydełku, pamiętam jej pokój w którym szyła… Ale nie mam nic :( po niej. I bardzo żałuję/ Pozdrawiam

      Usuń

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...